Happiness is not easy

28 stycznia 2017

Coś srebrnego dzieje się w chmur dali.
Wicher do drzwi puka, jakby przyniósł list.
Myśmy długo na siebie czekali.
Jaki ruch w niebiosach! Słyszysz burzy świst?

Ty masz duszę gwiezdną i rozrzutną.
Czy pamiętasz pośpiech pomieszanych tchnień?
Szczęście przyszło. Czemuż nam tak smutno,
Że przed jego blaskiem uchodzimy w cień?…

Czemuż ono w mroku szuka treści
I rozgrzesza nicość i zatraca kres?
Jego bezmiar wszystko w sobie zmieści,
Oprócz mego lęku, oprócz twoich łez.

Boleslaw Lesmian

Kochać wolno

20 sierpnia 2015

If you’ve been hiding from love
I can understand where you’re coming from

If you’ve suffered enough
I can understand what you’re thinking of

I’ve been running like you
Now you understand why I’m running scared

I’ve been searching for truth
And I haven’t been getting anywhere

And I’m only here
To bring you free love
Let’s make it clear
That this is free love
No hidden catch
No strings attached
Just free love

Martin Gore

Sufi sufi

20 sierpnia 2015

I
Have
Learned
So much from God
That I can no longer
Call
Myself

A Christian, a Hindu, a Muslim,
a Buddhist, a Jew.

The Truth has shared so much of Itself
With me

That I can no longer call myself
A man, a woman, an angel,
Or even a pure
Soul.

Love has
Befriended Hafiz so completely
It has turned to ash
And freed
Me

Of every concept and image
my mind has ever known.

Hafiz

Śledząc Twoją postać

20 maja 2015

Kiedy Cię moje oplotą sny -
jak białe róże -
nie bój się kochać – ja – i ty
w nieba lazurze.
Ziemia, jak echo minionych dni,
grające w borze,
a nasze duchy wśród martwych pni
wieszają zorze.

Serce mi splatasz koroną gwiazd,
hymnem warkoczy -
pode mną góry, wieżyce miast -
nade mną – oczy.
Dziwnie się srebrzysz, aniele mój,
w tęczowym piórze -

fontanny szemrzą, gwiazd iskrzy rój -
wonieją róże…
Tadeusz Miciński

WIECZOREM
mała moja maleńka
chwieją się żółte mlecze
w dolinę napływa gór cień
cichy odwieczerz

brodzi w zmierzchowym nurcie
już późno

mały mój ukochany
trudno z miłości się podnieść
a jeszcze ciężej od złych nowin
gdy patrzysz na mnie ciemnym nowiem
smutniej mi chłodniej
boję się

rozstać się musimy
ty z innym do ślubu jedziesz
na srebrne noce złote dnie
moja droga gdzie indziej wiedzie
we mgle
tam gdzie najsamotniejsi

słyszę turkot karocy
niebo nazbyt się chmurzy
daj rękę ukochany raz jeszcze
o ciemne godziny pieszczot
co było nie może trwać dłużej
czas mi już czas
całuj ostatni raz
żegnaj

dobrzy ludzie
błogosławcie zdarzenia które przeszły
błogosławcie i te co przyjdą

ZAUŁEK
kamienny kawałek świata
zaułek w kwiatach jak dziewczę
nikt na pewno nie zechce
tutaj stukiem samochodu kołatać

tak
to tylko gdzie indziej wybucha zwycięski jazgot
a to ciężkie platformy brzęczą w łańcuchy jadąc
a to znowu fartuchy zarzuciwszy na głowę
rozpychają się autobusy słonie brunatne i płowe
albo tramwaje suną
między wartami latarń
wełni się czarne tłumu runo
wrzawa we mgłach i dymie wzlata

tu cicho trawa wśród kamieni
zieleni się niebu jaskółkom
ludzie są dziećmi dużemi
a samolotem ty pszczółko

mieszkam tu w izbie małej jak pudełko
w którą słońce wlewa złociste kubełko
ogródek się waha czy wyjść na ulicę
czy się winogradem wspiąć na okiennicę
wiatr tę pustkę kocha często tu przysiada
coś do szczelin szeptać do okien zagadać
zaśpiewać
chwiejącym się tyczynom słonecznika
pająkom na furcie dębowej

noc dzień przenika
ranki wieczory
na domach wtedy światła z boku
prócz księżycowych i słonecznych gloryj
spokój

NA WSI
Siano pachnie snem
siano pachniało w dawnych snach
popołudnia wiejskie grzeją żytem
słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
życie – pola – złotolite

Wieczorem przez niebo pomost
wieczór i nieszpór
mleczno krowy wracają do domostw
przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu.

Nocami spod krzyżów na rozdrogach
sypie się gwiazd błękitne próchno
chmurki siedzą przed progiem w murawie
to kule białego puchu
dmuchawiec

Księżyc idzie srebrne chusty prać
świerszczyki świergocą w stogach
czegóż się bać

Przecież siano pachnie snem
a ukryta w nim melodia kantyczki
tuli do mnie dziecięce policzki
chroni przed złem
Józef Czechowicz

Piosenka dla zapowietrzonej

2 marca 2015

Cudownie jest:
Powietrze jest!
Dwie ręce mam,
Dwie nogi mam!

W chlebaku chleb,
Do chleba ser,
Do picia deszcz.
—————
Nadchodzi noc
I zimno z nią.
Mam ręce dwie,
Obejmę się.

Ukryję się,
Utulę się
We własną sierść.
—————-
Daleko świt,
Nie widać nic.
Dwie nogi mam,
Dojdziemy tam.

Szczekają psy!
Fruwają mgły!
Niech pani śpi!
—————
Powietrze jest:
Cudownie jest!

StEd

Elements of me

2 grudnia 2014

„Cztery korzenie wszystkich rzeczy: ogień, powietrze, woda i ziemia.”

Ralph Waldo Emerson

Amo Amas Amat Amamus Amatis Amant Amavi Amavisti Amavit Amavimus Amavistis Amaverunt Amavero Amaveris Amaverit

14 listopada 2014

Everything was love
Everything wil be love
Everything has been love
Everything would be love
Everything would have been love

That was it.
The truth at last.

All should be went and all should be well, said the ocean.
So the place of reconciliation existed after all
Not like a little, not wholly uncovered, but flowing everywhere and being everything
I had only to will it and I would be, for spirit is omnipotent – only I never knew it.
And being able to walk on the air.
I could forgive. I could be forgiven. I could forgive.
Perhaps that was the whole of it after all.
Perhaps being forgiven is just forgiving and no one had ever told me
There was nothing else needful.

The secret of the universe:
Do not whatever you do, forget it.
The past was folded out and in the twinkle of an eye and everything had been changed and made beautiful and good.

Pięciolatka

1 października 2014

Przepięknie na dworze. Niby jest chmurnie, mokro i jesiennie, lecz mimo to – wcale przyjemnie. Wielka chmura przysiadła miękko na świecie kwoczym gestem, przykrywając wszystko filigranową pierzynką swych mlecznych szarości. Dzięki tej pieszczocie miasto, na co dzień stroszące się bojowo, złagodniało jak drapane za uszkiem; staruszkowie krawędzie potraciły ostrość jak zęby, a światło rozprasza się delikatnie w gałęziach szarych mgieł. Nawet dźwięki nie umieją frunąć już swobodnie w zgęstniałej atmosferze wilgotniejącego wieczoru. Wiatr zrezygnował ze szczurzego pędu i przysiadł na kamieniach, zasłuchany w ciszę, a ja wraz z nim zwolniłam kroku i chłonęłam każdym zmysłem magię zwyczajności. Jakby ktoś rzucił na świat zaklęcie spokoju. Powietrze przesyca subtelnie nastrój jakiegoś oczekiwania. Wszystko, co żyje, wyczuwa drżenie kroków bezlitosnej panny zimy, ale póki co, póki jeszcze wolno, cieszymy się ostatnimi tchnieniem ciepłej łagodności w powietrzu, w którym umierają bez żalu ostatnie strzępki lata. Nie ma w nas buntu przed nadchodzącą śmiercią lodu, przyjmujemy wyrok z godnością i pokorą, wyciskając coraz mniej słodkie krople pomarańczowego słońca z każdego z chłodniejących dni.

A może tylko ja tak czuje? Miasto przezywa inwazję. Ugina się pod ciężarem napływających studentów jak drzewo nabrzmiałe jesiennymi owocami. Lecz nie ma w tym nic poetyckiego. Jednego dnia przyjechało tu jakieś pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Wszyscy oni kotłowali się niemiłosiernie dzień cały, wzbijając kurzawę wzajemnych bluzgów i nienawiści. Niech im Miłość przebaczy.

Powódź bardziej lub mniej wystylizowanych młodych twarzy poruszyła nieprzyjemnie strunę, która wpija się w moje ciało od kilku lat z niesłabnącą mocą. Pręga ropieje i nie chce się goić, mimo okładów z wschodnich ziół, które stosuję zapamiętale. Strunę zrobiono z materiału, który jest trwały tylko wówczas, gdy boli: utraconego czasu. Zaprzepaszczone lata nie wrócą, ale też nie chcą odejść. Gniją więc przeterminowane w korytarzach dusz, wtłaczając swój upiorny odór mimo szczelnie zamkniętych okien. Nie zaznałam ani nauki, ani beztroski. Teraz braknie czasu na oba. Zioła jednak pomagają. Uczą, że rana będzie śmiertelna tylko wówczas, gdy będę rozdrapywać i trącać. W końcu najlepiej zasadzić drzewo dwadzieścia lat temu, ale wcale nie daleko za tym, równie dobrze jest zrobić to dziś.

Ithil

Usta i oczy

21 września 2014

Długo się usta moje karmiły twym ciałem,
Aż głodu ust mych doznałem -
Boś ujęła im pieszczot w ostatniej godzinie,
Co przemijając, nie minie.
I odtąd, odrzucone w świat, słońcem rozbłysły,
Strąciły rozum i zmysły -
I całują te głazy i te martwe rzeczy,
Które duch zdeptał człowieczy.
Całują księżyc w studni, słońce wśród alkierzy -
I wiatr, gdy na wprost uderzy,
I gniazda, które burza strąciła przedwcześnie,
I kwiaty w polu i we śnie -
I całują u źródeł szemrzącego losu
Wszystko, co kwitnie bez głosu,
Wszystko, co pocałunków złożonych w pokorze,
Oddać im nigdy nie może.
Jeno musi w to słońce zapatrzyć się złote
I milcząc, przyjąć pieszczotę.
I radują się usta, że całować mogą
Wszystko, nie mając – nikogo!
I że wolno im teraz na kwiatach oniemieć
I mając wszystko – nic nie mieć!
Zaś oczy, gdy się usta do kwiatów zbliżały,
Odbiły nagle – świat cały.
I radują się oczy, że nad ust szkarłatem
Z całym spotkały się światem!

Bolesław Leśmian

Copla Andaluza

13 września 2014

Hoy he sentido que el silencio se me muere
Cada vez que entras despacio en la habitación
Desnúdate y cuéntame porque estas conmigo
Desnúdate y cuéntame porque cuando juego a no quererte
Siento que no florece algo en mi corazón
Desnúdate y cuéntame porque sigo pecando contigo

Porque sigo pecando contigo y tú conmigo
Cuéntame porque no crees en mí cuando me ves llorar
Y aquí sigo provocando reacciones que no entenderé
Susurrándote canciones que no cantaré
Y sigo aquí andando y tropezando contigo
Sigo mojando tu almohada con mi sudor
Sigo haciéndote creer en el amor
Y vivo asi…yo vivo soñando contigo

Porque sigo pecando contigo y tú conmigo
Cuéntame porque no crees en mí cuando me ves llorar
Fingiendo que nada duele porque sigo pecando contigo
Porque sigues pecando conmigo y yo contigo
Si tú sabes que no creo en tí cuando te veo llorar amor
Si me ofende y me pervierte porque sigo soñando contigo

Deseándote,inventándome canciones,deseándote
Porque sigo bebiendo de tus labios amor,porque sigo pecando contigo
Sé Valiente y mírame de frente mi amor,dime porque sigues pecando conmigo
Fingiendo que nada duele porque tu sigues pecando conmigo
Y yo sigo soñando contigo

Kiko Navarro , Concha Buika


  • RSS